Młoda kapusta kiszona z marchewką i koprem. Niebo w gębie

 

Sezonowe przysmaki. Tylko teraz, tylko z młodych warzyw. Takie must have. Robię po jednej główce i powtarzam aż młoda kapusta jest młoda. Wystarczy wyjąć ze słoika, polać odrobiną dobrej oliwy i gotowe. Niebo w gębie.

 

 

1 twarda główka młodej kapusty
3 – 4 płaskie łyżki soli bez jodu
młody koper
1 młoda marchewka
słój – wyparzony i osuszony

Z kapusty zdejmuję zewnętrzne liście, a pozostałą główkę kroję na pół nożem, a potem cienko za pomocą szatkownicy. Ścieram marchewkę i kroję bardzo drobno koper. Wszystko umieszczam w dużej misce i posypuję solą. Mieszam i zostawiam na pół godziny.
Przekładam partiami kapustę do słoja lekko uciskając. Przykrywam zewnętrznymi liśćmi i lnianą szmatką. Zostawiam słój na trzy dni w temperaturze pokojowej. Następnie znowu wyjmuję kapustę do miski – pozbawiam ją gazów, i znowu do słoja. Jest już gotowa do jedzenia. Przechowuję w zakręconym słoju w lodówce. Pyszności.

Kwaśnica góralska spod samiuśkich Tater

 

Murzasichle pozostanie na zawsze w mojej pamięci jako miejsce, gdzie spędzałam część wakacji i ferii zimowych. Taki był zwyczaj w mojej rodzinie, że wyjeżdżaliśmy dwa razy w roku w polskie Tatry. Najczęściej z Dziadkami, którzy z kolei przyjeżdżali tutaj od czasów swojej młodości. Dlatego duża część zdjęć z mojego dzieciństwa pochodzi właśnie z gór. W Murzasichlu wynajmowaliśmy  piętro góralskiego domu u zaprzyjaźnionej od zawsze rodziny. Co to były za czasy… Za góralską chałupą od razu zaczynały się łąki, pagórki, potem wyrastały nagle wysokie góry. Całe dnie hasania ‚na polu’, piesze wycieczki w góry i pyszne góralskie jedzenie. Oscypki i sery od bacy, pierogi z bryndzą i kwaśnica gotowana na węglowej kuchni. To lubiłam najbardziej.
Zaprzyjaźniona góralska rodzina zmieniła się tak jak nasza. Część wyemigrowała za ocean, niektórzy mieszkają w dużych miastach, niektórzy zostali w Murzasichlu. Ale smaki zostały te same. I kwaśnica, którą gotuję w swoim domu, z przepisu jak z czasów mojego dzieciństwa. Z góralskiej chaty spod samiuśkich Tater.

 

 

Kwaśnica góralska spod samiuśkich Tater

500 g wędzonych żeberek wieprzowych
700 g dobrej kapusty kiszonej z marchewką – u mnie moja własna
1 szklanka soku z kapusty kiszonej
1 cebula
4 – 5 ziemniaków
2 ząbki czosnku
majeranek, 2 liście laurowe, sól, pieprz

Cebulę i czosnek pokrój w kostkę, żeberka na mniejsze kawałki. Cebulę i czosnek włóż do dużego garnka i zrumień na sucho. Dodaj żeberka, kapustę, sok z kapusty i wlej wodę do wysokości 3/4 garnka.
Zagotuj, dodaj liście laurowe, pieprz i sól – z solą ostrożnie, bo może być jej wystarczająco z żeberek i kapusty. Gotuj pod przykryciem około godziny.
W tym czasie obierz ziemniaki, przekrój na pół i ugotuj osobno w niewielkiej ilości wody.
Dodaj razem z wodą do ugotowanej kwaśnicy, wsyp majeranek, wymieszaj i gotuj 5 minut.  Wyłącz ogień i zostaw na kilka minut, aby smaki się połączyły.
Kwaśnicę rozlewaj do misek, nakładając do każdej kawałek żeberka i ziemniaki.