Dorada z grilla po francusku. Lato na talerzu

 

Lato to nie tylko wyjazdy daleko od domu, to także czas na przyjęcia w ogrodzie, u przyjaciół i z bliskimi. Lubimy dobre i niebanalne jedzenie prosto z rusztu. Wystarczy naprawdę niewiele, aby odejść od ciężkich karkówek czy kaszanek i cieszyć się wyjątkowymi smakami. Dzisiaj propozycja na dorady z grilla po francusku. Dla miłośników wine pairingu  koniecznie odpowiedni trunek, który podkreśli rybne smaki i uprzyjemni letni obiad. Do delikatnego mięsa dorady dobierzcie wino lekkie i subtelne w smaku. Portugalskie Vinho verde, Pinot Blanc, Franciacorta, Riesling.

 

Dorada po francusku

2 dorady  (lub labraksy)
1 większy fenkuł
1 por
2 cytryny
pęczek natki pietruszki
gałązki tymianku
4 ząbki czosnku
80 ml oliwy
sól i pieprz

Zaczynamy od farszu: fenkuł i por kroimy w słupki, cytrynę w plasterki. Czosnek, natkę i tymianek zostawiamy w całości. Dodajemy oliwę, sól, pieprz i całość mieszamy.
Teraz faszerujemy dorady. Oczyszczone i umyte ryby napełniamy obficie przygotowanym nadzieniem. Jeżeli zostanie jeszcze trochę farszu, można położyć go na ryby. Nadziane dorady odkładamy do lodówki na kilka godzin, aby przeszły aromatami.
Wyjmujemy je z lodówki i trzymamy w temperaturze otoczenia na czas rozgrzania grilla. Układamy ryby na gorącym ruszcie. Pieczemy je po 8-9 minut z każdej strony i podajemy.

*dorady pochodzą ze sklepu Portside, który dostarcza świeże ryby i owoce morza prosto pod drzwi. Znajduję w nim świetny wybór ryb najwyższej jakości.

Pasternak, fenkuł i ricotta. Zupa z piekarnika. Sezonowo od A do M

 

-Styczniowe dni sączyły się jak woda z nieszczelnej rury…
Pojawił się luty. I niby to połowa zimy, ale…
Słychać, że nadejdą brzydkie mrozy, będą więc kopcić kominy.
Paskudny smog wciśnie się wszędzie i nie da oddechu.
Gdyby tak pogalopować do wiosny. Wziąć ją w ramiona i odetchnąć świeżym powietrzem!
Niestety wielbiciele zimy nie mają już żadnego argumentu na jej piękno (wątpliwe dla mnie od zawsze).
Jak może piękną być pora, która oprócz zimna truje?!
A kysz!

Lepiej ugotuj już tę zupę – powiedział J. słysząc moje wywody z kuchni.
Gotuję! Ale to nie będzie zupa hygge…Jestem zbyt roztrzęsiona zimą i smogiem.
Błagam, tylko nie hygge! To okropny ostatni kicz!
Ale modny i budzi zachwyty…
Hygge wykreślam z naszego słownika!
Super, bo ja też nie rozumiem tego hygge-zadęcia.
No to zjedzmy zupę!

 

 

Jeżeli jeszcze nie próbowaliście pieczonego pasternaku, to nadróbcie to czym prędzej!
Dla mnie jest nieziemsko pyszny i zawsze, kiedy piekę go do jakiegoś dania, pilnuję się bardzo, aby nie wyjeść go prosto z blachy!
Przepis na tę zupę z pasternakiem zamieszczam za sprawą Magdy z Konwaliowej kuchni, która zarządziła ten wspaniały korzeń na nasze styczniowe Sezonowo od A do M.
Po moje wcześniejsze pasternakowe pyszności zapraszam tutaj – klik!

Kremowa zupa z pieczonego pasternaku i fenkuła z ricottą i tymiankiem

500 g pasternaku
1 średni fenkuł
2 ząbki czosnku
2 łyżki oliwy EV
4 gałązki świeżego tymianku
1 łyżka soku z cytryny
wędzona sól i pieprz do smaku
500 ml bulionu z warzyw

50 g ricotty sałatkowej (ricotta salata)

Piekarnik nagrzewamy do 180 st. C. Pasternak kroimy na kawałki, a fenkuł na pół. Układamy je na papierze do pieczenia. Dodajemy czosnek w łupinach, polewamy oliwą, posypujemy wędzoną solą i układamy gałązki tymianku. Pieczemy ok. 25-30 minut.
Oddzielamy pasternak od skóry, czosnek wyjmujemy z łupiny i razem z fenkułem przekładamy do kielicha blendera. Dodajemy sok z cytryny, część tymianku, sól i pieprz. Miksujemy na krem. Przekładamy masę do garnka, dolewamy bulion i podgrzewamy. Ewentualnie doprawiamy solą i pieprzem. Rozlewamy zupę do misek. Posypujemy pokruszoną ricottą i pieczonym tymiankiem.